25.03.2026, 19:10 | czytano: 5697

Z elewacji MCK-u zniknęła część uszkodzonych płyt. Co się dzieje z budynkiem wyremontowanym za 36 mln zł?

Największe uszkodzenia powstały na zachodniej ścianie MCK. Zdj. Szymon Pyzowski
NOWY TARG. Pęknięcia i odpryski pojawiły się głównie na zachodniej ścianie odnowionego budynku. Od 16 marca trwają prace na rusztowaniach wokół centrum kultury.
Prace prowadzi podwykonawca, który wykonywał elewację na zlecenie głównego wykonawcy czyli konsorcjum Potoczak. Prace odbywają się w ramach siedmioletniej gwarancji, która obowiązuje do października 2028.
Prace mają się zakończyć jeszcze w tym tygodniu. Czy jest gwarancja, że takie sytuacje się nie powtórzą?

- Tego nikt nie może zapewnić, mamy nadzieję, że tak. Nie wiadomo do końca, dlaczego te usterki powstały. Prawdopodobnie to efekt "pracy" i naturalnego osiadania ścian, szczególnie zachodniej, która była nadbudowana - przyznaje Olgierd Pustówka z Wydziału Rozwoju i Inwestycji odpowiadający m.in. za ład architektoniczny i projekty rewitalizacyjne.

Jak podkreśla, wykonawca nie uchyla się od prac, sam zaproponował taki ich zakres, a dotychczasowa współpraca z nim przebiega bez zarzutów.
fi/

Może Cię zainteresować
komentarze
Cywil28.03.2026, 10:59
Po odkrywce widać, że nie zrobili ocieplenia. Ktoś powinien za to beknąć
Nie lubię Grzesia i kumpli jego27.03.2026, 18:33
Po do było dewastować poprzedni budynek? Trzeba było go tylko odświeżyć, a nie rujnować zamieniając w nowoczesnego szarego kloca, wyrzucając wcześniej z niego bibliotekę i całą resztę! Barany też utopili po brzuchy w betonie.
Piękne dzieło za 40 milionów...
amazin6727.03.2026, 13:13
Dlaczego nie dziala fontanna Barany
Hey Ter27.03.2026, 10:11
Po skończonej gwarancji będzie tak jak i z tymi brezentowymi dachami na kawiarenkach w rynku. Kto się zakłada ze mną?
Drycnychłop27.03.2026, 06:44
Tandeta i fuszerka. Bydynek wygląda ładnie tylko na zdjęciach. W środku karton-gips i pełno błędów projektowych oraz wykonawcza tandeta. Niestety urzędnicy zamknęli oczy. Nie ma odpowiedniego za to dziadostwo.
dno i mułu metr26.03.2026, 18:09
do Joanna - nie wszystko jest jednak polityką, bo takowej nie prowadzi ani burmistrz, ani samo miasto. To czysty eufemizm, a to z czym mamy do czynienia to tylko cwaniakowanie chłopczyków w krótkich spodenkach. To żenujące politykowanie. Nic więcej. I niczego więcej po tego typu formacie ludzi nie należy się spodziewać.

"W praktyce scenariusz jest zawsze podobny: wykonawca szuka oszczędności, a inwestor publiczny powinien je wychwycić. Jeśli tego nie robi - płacą mieszkańcy. Najpierw za inwestycję, a później za poprawki, ekspertyzy i naprawy.".

Pełna zgoda, a pikanterii dodaje fakt, że nazwiska wykonawców miejskich inwestycji pojawiają się na liście osób zasilających komitet wyborczy samego burmistrza... hahahha.
Pikuś26.03.2026, 17:48
A mnie się wydawało, że odpadające deski to jednorazowy incydent.
Jaś26.03.2026, 17:19
Niesamowite MOK wybudowany za komuny przetrwał z 35-40 lat, gdzie wystarczyło go odświeżyć, zamiast tego skuto wszystko i postawiono jakiś szary bunkier, za miliony...Podhale w pigułce.
może26.03.2026, 13:26
Fontanna ,,barany,,też cierpi(instalacja ?). Grunt pod nią pracuje, pewnie z powodu ławeczek,nadmiaru spacerujących w jej pobliżu(na początku było tak pięknie). Nie działa od dłuższego czasu po rewitalizacji tego ,,uroczego,, klocka z pegazem jak tatuaż na nodze.... .Jak południowe, wschodnie płyty będą odpadać,odpadną może zrewitalizują starego pegaza?
Wiki26.03.2026, 12:56
Odpadające płyty elewacyjne w Miejskim Centrum Kultury w Nowym Targu to nie "incydent", tylko sygnał alarmowy, którego nie wolno bagatelizować. Tym bardziej, że mówimy o inwestycji wartej dziesiątki milionów złotych, gdzie już wcześniej pojawiały się liczne usterki - od zarysowań ścian po problemy z odprowadzaniem wody czy elementami instalacji . Dziś dochodzi do tego sytuacja, w której świeżo wykonana elewacja wymaga napraw w ramach gwarancji, a przyczyn powstawania uszkodzeń "nie da się jednoznacznie wskazać" .
To pokazuje jedno: mamy do czynienia z czymś znacznie poważniejszym niż pojedyncza wada materiałowa. Odpadające płyty to najprawdopodobniej tylko wierzchołek góry lodowej.
Dlatego konieczne jest pełne i niezależne prześwietlenie całej inwestycji przez odpowiednie służby - od etapu projektowania, przez nadzór inwestorski, aż po wykonawstwo i odbiory techniczne. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć:
czy zastosowane rozwiązania były zgodne ze sztuką budowlaną,
czy nadzór nad inwestycją był realny, czy tylko "na papierze".
oraz czy publiczne pieniądze zostały wydane w sposób rzetelny i bezpieczny.
Brak zgody na niezależne ekspertyzy i unikanie pełnej transparentności nie uspokaja sytuacji - wręcz przeciwnie, budzi jeszcze większe wątpliwości. W przypadku tak dużej inwestycji nie wystarczy tłumaczenie, że "usterki są w ramach gwarancji". Tu chodzi o bezpieczeństwo, trwałość obiektu i odpowiedzialność za publiczne środki.
Jeśli dziś nie zostanie to dokładnie sprawdzone, za kilka lat mieszkańcy mogą zapłacić drugi raz - tym razem za skutki błędów, których ktoś nie chciał zobaczyć na czas.
Z26.03.2026, 12:22
W głowie się kręci od tych wszystkich Pustówków na ciepłych posadach w mieście.
Jędrek26.03.2026, 10:14
To chyba dobrze że robią a nie czekają aż gwarancja się skończy. Nie rozumiem podejścia komentujących. Basen budowali za Fryźlewicza i też płyty odpadały co wspólnego mają burmistrzowie z wizją architektów? Wszystkie inwestycje robione za kadencji Fryźlewicza już były remontowane i to nie znaczy że był tragicznym gospodarzem.
Kasandra26.03.2026, 09:06
Fuszerkę się zostawiło, ale kasę się szybko przygarnęło ? Wielcy "fachowcy" remont robili , takiej firmy należy sie wystrzegać jak ***
fuszera dyletanta26.03.2026, 08:27
@atlas - po komentarzach widać przede wszystkim obużenie i niedowierzanie, że przy największej inwestycji dekady brak było właściwej reakcji burmistrza Watychy w całym procesie konkursowym, projektowym i wykonawczym. I to są fakty, które są dobitnym przykładem popełnionych błędów i usilne próbowanie ich ukrywanie. Dlatego nie obracaj kota ogonem bo skoro przez pół wieku ten sam obiekt nie osiadał i nie mmieliśmy zmian przestrzennych w tym miejscu miasta, to ktoś za miliony odwalił mega fuszerę, za którą niestety odpowiada Watycha. Dlaczego? Ano tak, że rozpoczęto rozbudowę zachodniej części obiektu bez inżynieryjnych badań geologicznych (!). Pogłębienie fundamentów bez tych badań spowodował naturalne osłabienie podłoża, a w konsekwencji pęknięcia ścian nośnych i ratowanie poważnego zagrożenia budowlanego. Skoro pęka dalej, to albo konstruktor źle obliczył wzmocnienia, albo system montażu użytych płyt jest do bani. Na chwilę trzeba wrócić jeszcze też do samych płyt cementowych, które miały być w założeniu projektanta płycinami kamiennymi - a to robi kolosalną różnicę... Po przeciwnej stronie zafundowamo sobie również ogromny taras, który funkcjonuje jakieś trzy miesiące w roku, ale nie o tym należy wspomnieć. Przypominam, że i tutaj na pałę zafundowano sobie kosztochłonny kaprys, bez kompletnego przygotowania inżynieryjnego. Przecież post factum ten sam burmistrz występował na radę z wnioskiem o powiększenie wydatków na... dozbrojenie stropu, który bez tej operacji i przy pełnym zaśnieżeniu w zimie powierzchni spowodowałby wcześniej czy później katastrofę budowlaną. Jak widać czynników wywołujących pęknięcia jest kilka. Czy tak jest, nie wiem, bo nie jestem inżynierem, ale potrafię połączyć ze sobą kilka kropek, których nie zauważyła komisja konkursowa, nie zauważył sam burmistrz i nie zauważył wykonawca z nadzorem. A może wszyscy to widzieli, tylko machnęli ręką, bo jakoś to będzie, a sukces modernizacji przysłoni wszystkie niedoróbki? No może, tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że strukturalne odsłonięcie centralnej części wewnętrznej z restauracją musi mieć wpływ na statykę całego obiektu i nierównomierne rozłożenie nacisku na grunt. Praw fizyki Pan nie zmienisz i nie bądź Pan ...
Joanna26.03.2026, 07:25
Sprawa elewacji Miejskiego Centrum Kultury w Nowym Targu przestaje być już problemem technicznym. Dziś to przede wszystkim sprawdzian odpowiedzialności politycznej burmistrza Grzegorza Watychy i sposobu zarządzania miejskimi inwestycjami wartymi miliony złotych.

Od miesięcy mieszkańcy i radni zwracają uwagę na usterki pojawiające się na świeżo wyremontowanym budynku MCK. Pojawiły się pytania o jakość wykonania elewacji, poprawki płyt oraz zgodność robót z zasadami wiedzy technicznej. W odpowiedzi radna wnioskowała o niezależną ekspertyzę techniczną, która mogłaby jednoznacznie rozwiać wątpliwości. Burmistrz odmówił, uznając ją za bezzasadną i generującą niepotrzebne koszty dla miasta.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się problem polityczny.

Bo jeśli wszystko zostało wykonane prawidłowo - to niezależna ekspertyza powinna być dla władz miasta najlepszym dowodem na rzetelność inwestycji. Odmowa jej przeprowadzenia nie zamyka sprawy, lecz przeciwnie - rodzi podejrzenia, że miasto bardziej obawia się odpowiedzi niż pytań.

Jeszcze poważniejsze pytanie dotyczy nadzoru inwestorskiego. Miasto było inwestorem, a więc to urząd odpowiadał za kontrolę zgodności robót z dokumentacją przetargową i jakością materiałów. Jeżeli rzeczywiście doszło do zastosowania rozwiązań odbiegających od pierwotnej specyfikacji, nie jest to wyłącznie problem wykonawcy. To oznaczałoby, że system kontroli po stronie miasta zwyczajnie nie zadziałał.

W praktyce scenariusz jest zawsze podobny: wykonawca szuka oszczędności, a inwestor publiczny powinien je wychwycić. Jeśli tego nie robi - płacą mieszkańcy. Najpierw za inwestycję, a później za poprawki, ekspertyzy i naprawy.

Burmistrz może tłumaczyć, że inwestycję nadzorowali specjaliści i inspektorzy branżowi, ale polityczna odpowiedzialność nie kończy się na podpisaniu umowy i powołaniu nadzoru. Odpowiedzialność zaczyna się tam, gdzie pojawiają się pierwsze sygnały problemów - a wtedy rolą władz jest transparentność, a nie defensywna komunikacja.

Najbardziej niepokojące w całej sprawie nie są nawet same płyty elewacyjne, lecz sposób reagowania miasta: ograniczanie dostępu do dokumentacji, brak zgody na niezależną ocenę i przekonywanie opinii publicznej, że problem właściwie nie istnieje.

To model zarządzania znany z wielu samorządów: dopóki sprawa nie stanie się politycznie kosztowna, wszystko jest "zgodne z procedurami". Problem w tym, że mieszkańcy nie głosują na procedury - tylko na ludzi odpowiedzialnych za efekty.

Miejskie Centrum Kultury miało być wizytówką Nowego Targu. Tymczasem staje się symbolem pytania, czy władze miasta rzeczywiście pilnują publicznych pieniędzy z taką samą starannością, jakiej oczekują od mieszkańców płacących podatki.

Bo w demokracji lokalnej najważniejsze pytanie brzmi nie: kto zawinił technicznie - lecz kto ponosi odpowiedzialność polityczną.
Dana26.03.2026, 07:07
Cały czas się coś dzieje z tą elewacja. To nie jest pierwszy raz. Powinny być płyty kamienne a nie takie cosik co zamontowali. A inwestor musiał.na to zgodę wyrazic. A Kato był inwestorem?
Dom w Mizernej26.03.2026, 06:38
Sprawą podmiany materiału na elewację powinny się już dawno zająć służby. Ale co się odwlecze to nie uciecze
Rzeczoznawca26.03.2026, 05:52
Fuszerka 21 wieku
nogaty25.03.2026, 22:33
Płyty z tym wyblakłym,,pegazem,, jak tatuaż na ciele ,,lekkiej pani,,od wschodniej strony elewacji dobrze się trzymają.Ciekawe.
spawacz25.03.2026, 22:22
Zemsta Pegaza! Polecam kręcone schody do kawiarni. Sam nie potrafię zrobić lepszych więc nie krytykuję tylko podziwiam odwagę podpisujących odbiór powykonawczy.
Brat25.03.2026, 21:14
Do Bingo i Jan Tek, Wam to nic się nigdy nie zepsuło, nie wymagało poprawek, wszystko idealnie, bez usterek, wszystkie usługi macie wykonane bez zarzutu??? szczęściarze hmmm A tak może do spowiedzi, rachunek sumienia u siebie, Wielki Tydzień się zbliża, a Wy dalej kamieniami rzucacie, czy sami tacy kryształowi jesteście???
atlas25.03.2026, 21:08
Po komentarzach wynika jedno: to że grunt osiada - to wina Watychy?..
kruk krukowi25.03.2026, 20:33
Po przeczytaniu wyjaśnień pana Olgierda Pustówki, które jednak nic nie wyjaśniły i są wyrazem bardziej niekompetencji, mam takie luźne pytanko, czy ten pan to jest rodzina p.o. dyrektora MCK? Bo jeżeli tak, to wszystko staje się jasne i nie wymaga dalszego komentarza... jak widać doraźna technika dokręcania płyt śrubami, podobnie jak w przypadku desek na elewacji P&R przy Kościuszki nie może się sprawdzić i każdy inżynier z prawdziwego zdarzenia powinien o tym dobrze wiedzieć. Urzędnicy już nie, bo oni muszą zamiatać niedoróbki i bylejakość wykonawczą, posługiwać się technicznym bełkotem i wychwalać swojego pracodawcę w osobie burmistrza Watychy. I wszystko jasne... może by tak panowie śliną spróbować, albo klejem z mąki? A może bez złośliwości zamiast kombinować, sięgnąć do projektu wykonawczego, w którym architekt określił co, kiedy i jak należy montować. Będzie łatwiej określić przyczyny tej miejskiej bumelki za grubą forsę.
Pijawka25.03.2026, 20:31
No cóż o wszystkich usterkach wie jedna osoba czyli obecna dyrektor
On ma tę wiedzę więc trzeba z nim przeprowadzić wywiad może opowie o nich.
leśnik ze wsi25.03.2026, 20:25
Bo umiem przybijać deski
Jan Tek25.03.2026, 20:01
Dlaczego wszystko co robi Watycha trzeba zaraz remontować?
Ano dlatego że mieszkańcy miasta tak lubią. Trzecia kadencja jest?. Jest. To znaczy że lud tak chciał.
Bingo25.03.2026, 19:49
Jak to jest możliwe, że 4 lata po wykonaniu nowej elewacji trzeba ją wymieniać? To tylko jest możliwe u Watychy.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl