LIST. Kiedyś był tu jarmark, teraz po opuszczonym terenie starej zajezdni hula wiatr, a miejsce to stało się ogólnodostępnym wysypiskiem śmieci. - To, co tam się dzieje, trudno już nazwać inaczej niż zwykłym syfem - i co najgorsze, problem zamiast znikać, z każdym tygodniem tylko narasta - alarmuje nasz czytelnik w liście przesłanym do redakcji.
Oto jego treść:"Od dłuższego czasu zbierałem się, żeby napisać w tej sprawie, ale ostatnia sytuacja przelała czarę goryczy. Mam już po prostu dość tego, co dzieje się na terenie starej zajezdni. Tego bałaganu, śmieci i kompletnego braku odpowiedzialności ze strony ludzi, którzy traktują to miejsce jak dzikie wysypisko.To, co tam się dzieje, trudno już nazwać inaczej niż zwykłym syfem - i co najgorsze, problem zamiast znikać, z każdym tygodniem tylko narasta. Już przy wjeździe uwagę przyciągają porzucone odpady: worki ze śmieciami, zużyte opony, elementy plastikowe, fragmenty mebli, a nawet części samochodowe. W wielu miejscach śmieci zalegają w dużych skupiskach, tworząc dzikie hałdy.
Szczególnie niepokojący jest widok zniszczonych i porzuconych pojazdów. Na jednym z fragmentów terenu stoi zdewastowany bus - bez szyb, z uszkodzonym przodem, otoczony przez krzaki i rozrzucone odpady. W innym miejscu znajdują się kontenery pokryte graffiti, wokół których również gromadzone są śmieci.
Nie brakuje także drobnych odpadów: plastikowych butelek, opakowań, fragmentów szkła czy materiałów budowlanych. Są one porozrzucane wzdłuż dróg dojazdowych i wśród zarośli, co świadczy o tym, że problem narasta od dłuższego czasu.
Problem jest z uwagę, że teren jest praktycznie niekontrolowany. Brak ogrodzenia lub odpowiedniego zabezpieczenia sprawia, że miejsce staje się łatwym celem dla osób podrzucających odpady. W efekcie dawna zajezdnia zamienia się w nielegalne składowisko.
W niedzielne popołudnie byłem świadkiem kolejnego przypadku zaśmiecania terenu starej zajezdni. Zauważyłem kierowcę busa, który zatrzymał się na placu i zaczął wyrzucać opony z bagażnika pojazdu.
Zrobiłem zdjęcia w momencie, gdy odjeżdżał już z miejsca, pozostawiając odpady na ziemi. Postanowiłem go zatrzymać i zwrócić uwagę na jego zachowanie. Gdy powiedziałem, że widziałem całe zdarzenie, próbował się tłumaczyć, twierdząc, że zatrzymał się tylko na chwilę, aby skorzystać z telefonu.
Kiedy jednak poinformowałem go, że widziałem, jak wyciąga opony z auta i je wyrzuca, wezwałem go do uprzątnięcia odpadów, grożąc zgłoszeniem sprawy na policję. Mężczyzna początkowo bagatelizował sytuację, przekonując, że to "tylko dwie opony z osobówki".
Dopiero gdy jasno zapowiedziałem, że zadzwonię na policję, kierowca wysiadł z pojazdu i zabrał porzucone opony z powrotem do samochodu.
Zdarzenie to pokazuje, że problem dzikich wysypisk na terenie starej zajezdni nie jest przypadkowy, a wynika z celowego działania osób, które traktują to miejsce jak nielegalne składowisko odpadów.
To jednak tylko jeden z problemów. Drugim są wieczorni i nocni "drifterzy", którzy regularnie pojawiają się na terenie starej zajezdni. Przyjeżdżają swoimi często zdezelowanymi samochodami i urządzają sobie tam nielegalne "zabawy" - palą gumę i jeżdżą bokiem po całym placu.
Teren nie jest ogrodzony, a korzystają z niego również piesi, więc o tragedię naprawdę nietrudno. Gdy tylko robi się cieplej, sytuacja się nasila - od około godziny 21 aż do 1-2 w nocy co chwilę pojawiają się kolejne auta. Cała "akcja" trwa zwykle kilka minut - przyjeżdżają, hałasują, po czym szybko uciekają, by po czasie wrócić ponownie.
Hałas jest na tyle duży, że nawet przy zamkniętych oknach w pobliskich blokach słychać pisk opon. Zimą problem wygląda trochę inaczej - pisku nie ma, ale za to słychać wyjące silniki. W tym sezonie widziałem nawet sytuację, gdy za driftującym samochodem ciągnięto sanki, na których siedziała osoba. To pokazuje kompletny brak wyobraźni i skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie.
"Śmietnik po drodze"
Trzecim problemem są uczniowie pobliskiego liceum, którzy regularnie przechodzą skrótem między osiedlem a placem - za budynkiem niewielkiego garażu. To miejsce, które na mapie może wyglądać niepozornie, w rzeczywistości stało się kolejnym punktem zaśmiecania.
Po każdym dniu zostają tam porozrzucane plastikowe butelki, potłuczone szkło, niedopałki papierosów i inne odpady. Widać wyraźnie, że teren jest traktowany jak "śmietnik po drodze", bez jakiejkolwiek refleksji nad tym, co się po sobie zostawia".
(środtytuły pochodzą od redakcji)
oprac. r/































