Przez trzy dekady rozkręcał zabawy dla szczawnickich kuracjuszy. Teraz porusza wyobraźnię czytelników. Zdzisław Salis - DJ z Krościenka i autor przewodników turystycznych zadebiutował książką "Ania. Szczawnica i Kalibabka". Historia łączy romans, kryminał i uzdrowiskowy klimat Pienin.
Tytułowa bohaterka, Ania, przyjeżdża do Szczawnicy, by zadbać o zdrowie. Dwaj kuracjusze zaczynają rywalizować o jej uwagę. W międzyczasie w uzdrowisku pojawia się kolejny adorator - uwodziciel i oszust matrymonialny. Postać ta inspirowana jest historią Jerzego Kalibabki "Tulipana" - znanego z sanatoryjnych romansów z lat 80. Publikacja łączy dwa gatunki - romans w stylu harlequina i kryminał.- Na początku miały być to typowe harlequiny o miłosnych uniesieniach. Jednak widzę, że społeczeństwo nabrało tempa, nawet to starsze, więc pomyślałem, że to będzie za nudne. Pomieszałem troszeczkę harlequin z kryminałem - tłumaczy Zdzisław Salis. W serii opowieści o perypetiach Ani ukazać ma się 12 książek. Poprzedzi je preludium w zupełnie innym, mrocznym charakterze.
Praktyki kuracjuszy się zmieniają
Autor przyznaje, że pomysł na książkę narodził się z obserwacji zmieniających się zwyczajów kuracjuszy. Akcję powieści umieścił więc w Szczawnicy, gdzie przez lata pracował i obserwował przyjezdnych.
- W sanatoriach ludzie coraz mniej chodzą na imprezy. Nie integrują się, mieszkają w pokoiku wieczorami, tam spędzają czas. Pomyślałem, że mógłbym dać im paliwo właśnie w formie książki. Jako że w Szczawnicy jest sanatorium, to jest to idealne miejsce akcji - zaznacza autor.
Tak powstała historia kuracjuszki Ani, która podczas pobytu w uzdrowisku nie tylko przeżywa emocjonalne przygody, ale także trafia na trop zagadek i tajemnic. Z czasem zaczyna pełnić rolę swoistej detektywki.
Jednym z najbardziej zaskakujących wątków książki jest pojawienie się legendarnego oszusta matrymonialnego - Kalibabki. W książce próbuje on uwieść główną bohaterkę, Anię. W pewnym momencie dochodzi nawet do zasadzki na oszusta - w Krościenku.
- Wiem, że taka osoba przewinęła się przez Szczawnicę, notabene została aresztowana również w Szczawnicy, w Halce. Osobę tę wprowadziłem, aby był chwyt marketingowy, bo to moja pierwsza książka, którą wydałem - mówi Zdzisław Salis.
Wycieczka przez Pieniny
Akcja pierwszej części rozgrywa się głównie w Szczawnicy. Autor, aby dodać historii autentyczności, wprowadził do niej istniejące miejsca z uzdrowiska. Bohaterowie odwiedzają m.in. Halkę, Jazz Bar, Pijalnię Wód Leczniczych i kawiarnię Helenkę.
W książce pojawia się również Krościenko. Kuracjusze zwiedzili m.in. XIV-wieczny kościół i stary cmentarz. Poznali również historię lokalnych wód mineralnych. W pakiecie wycieczki była również wyprawa na Trzy Korony.
To nie wszystko
"Ania. Szczawnica i Kalibabka" to dopiero początek większego projektu. Zdzisław Salis planuje 12 książek, w których bohaterka będzie odwiedzać kolejne polskie uzdrowiska - Busko-Zdrój, Krynicę czy Ciechocinek. Ania wcieli się w rolę detektywki, która w nowych miejscach będzie rozwiązywać kolejne zagadki.
Autor zapowiada również konkurs dla czytelników. W każdej części serii ukryta będzie litera, a ich odnalezienie pozwoli czytelnikom wcielić się w rolę detektywów. Zabawa ma zachęcić do sięgania po kolejne książki.
Serię otworzyć ma książka 0. Ma być ona mrocznym preludium do historii Ani. Jak zapowiada autor - część zacznie się od zabójstwa. Pomysł na rozpoczęcie serii przyszedł w najmniej oczekiwanym momencie, w czasie snu.
- Miałem ciekawą przygodę w Egipcie. O drugiej w nocy wybudziłem się ze snu, który był bardzo czytelny. Wiedziałem, jak mam pisać dalej. Wstałem o drugiej w nocy i powiedziałem, że muszę pisać, bo jak dośpię, to już nie będę nic pamiętał. Wstałem i pisałem w nocy - wspomina Zdzisław Salis.
Jak zdobyć pierwszą książkę?
Na razie papierowe wydanie książki dostępne jest wyłącznie u autora. Kontakt z Zdzisławem Salisem można nawiązać za pośrednictwem facebookowego profilu "Książki PERUN". Tam publikowane będą również zapowiedzi kolejnych części serii.
Tytuł ukazał się już w wersji elektronicznej - dostęp do e-booka umożliwia zeskanowanie poniższego kodu QR. Niebawem "Ania. Szczawnica i Kalibabka" trafi również na półki księgarń.
Izabela Pudzisz
Fragment "Ani" dla czytelników:
"Chcę wejść do tego świata " - wyszeptała do siebie. "Ale wejdę na moich zasadach."
Wstała, podeszła do szafy, otworzyła ją.
Wyjęła sukienkę wieczorową. Nie tę, którą nosi się na dancing.
Tę, którą zakłada się, gdy chce się wyglądać jak kobieta, w którą inwestuje się miliony.
I wtedy Ania zrozumiała - to nie jest zaproszenie na spotkanie.
To jest wejście do gry, w której stawką jest ona sama.
Rozdział 5
W cieniu prawdy - Ania zaczyna dochodzenie
Rano obudziła się z uczuciem ciężaru pod żebrami. Zaproszenie na biznesowe spotkanie leżało nadal na stoliku, ale tym razem Ania nie patrzyła na nie jak na szansę. Patrzyła jak na drzwi do świata, który może być wielki... albo śmiertelnie niebezpieczny.
"Zanim tam pójdę, muszę wiedzieć, z kim mam do czynienia."
To nie była już gra emocji. To była decyzja o przetrwaniu.
Do Górnego Dworku poszła "przypadkiem", udając zainteresowanie ich ofertą spa. Rozglądała się mimowolnie, obserwując pracowników.
- Czy apartamenty na poziomie +4 są prywatne, czy hotelowe? - zapytała recepcjonistkę z naturalnym uśmiechem.
Recepcjonistka spojrzała kątem oka. Przez ułamek sekundy w jej spojrzeniu pojawiło się coś dziwnego... jakby lęk.
-To... prywatne apartamenty. Wynajmowane tylko na zamknięte wydarzenia.
-A konkretnie apartament 45? - dodała Ania mimochodem, udając ciekawość.
Kobieta zamarła. Westchnęła, odchrząknęła.
-Nie mogę udzielać informacji o tym lokalu. - powiedziała twardo, ale jej dłoń nerwowo poprawiła krawędź kartki. -Proszę uważać na to, w co się pani angażuje.
To nie była neutralna odpowiedź.
To brzmiało jak ostrzeżenie.
Ania tego samego dnia pojechała na krótką wycieczkę z biurem turystycznym PCT. Przewodnikiem był Pan Mirek, ten, który "znał Szczawnicę jak własną kieszeń".
W przerwie wyjazdu Ania podeszła do niego niby z ciekawości:
-Panie Mirku, słyszałam o takim inwestorze... nazywają go Kali Babka. Ponoć prowadzi tu jakieś projekty?
Mirek spojrzał na nią jak na kogoś, kto właśnie wypowiedział zaklęcie.
-Proszę nigdy nie używać tego nazwiska na głos. - powiedział cicho, odsuwając się w bok, jakby bał się, że ktoś ich słyszy. - Jeśli się pani nawinęło przy nim... lepiej trzymać dystans.
-Dlaczego? - zapytała.
Mirek rozejrzał się.
-Bo ludzie, którzy z nim robili interesy...już tu nie wracają. Niektórzy stracili majątek. Inni - zniknęli. Dosłownie.
W jadalni Ania usłyszała szept przy stoliku obok. Dwie starsze panie dyskutowały o "tym, co spotkało Krysię spod Bielska".
-Poszła na spotkanie w Dworku - szeptała jedna - myślała, że będzie ambasadorką apartamentów... a potem ją wyprowadzili pod ręce. Mówili, że omdlała. A ona zniknęła następnego dnia.
-Bo to Kali Babka był... - odpowiedziała druga, prawie bezgłośnie. - On hipnotyzuje ludzi. Najpierw mami, a potem... wiadomo.
Ania poczuła, jak jej serce zamiera.
Wieczorem wróciła do pokoju.
Usiadła na łóżku.
Patrzyła na kartkę.
I nie wiedziała, czy trzyma w ręku zaproszenie do sukcesu... czy śmiertelny bilet w jedną stronę.
Ale im więcej słyszałam...tym bardziej chciałam poznać prawdę osobiście.
To było jak choroba. Jak narkotyk. Strach mieszał się z fascynacją.



