29.03.2026, 16:30 | czytano: 1695

Mały wielki klub

Czasy, kiedy podwórkowe trzepaki, mało ruchliwe ulice czy zamarznięte stawy były areną wielkich meczy osiedlowych minęły bezpowrotnie, także i w stolicy Podhala.
Z niecierpliwością wyczekiwało się w szkole na ostatni dzwonek, żeby pognać na najbliższy plac i ze zbieraniną swojej ulicy rozegrać ważny mecz z tymi z naprzeciwka. Do bramek budowanych ze sterty tornistrów latem kopało się zdezelowaną szmaciankę, zimą za krążek służył czasami koński bobek. Ech, były to czasy...
W Nowym Targu sport już od początku XX wieku odrywał niepoślednią rolę, najpierw za sprawą "Sokoła", potem zaś kolejno powstałych towarzystw sportowych. Młodzież rywalizowała na boiskach, rzutniach, skoczniach, trasach biegowych i narciarskich. Był to przejaw nowej codzienności i patriotyzmu w latach odrodzonej państwowości, czego obie wojny nie były w stanie powstrzymać.

80 lat temu w naszym mieście nastąpił rozwój sportu, choć często przybierał on nieco wynaturzony charakter, podporządkowany ówczesnym realiom politycznym. Ale nawet wtedy upowszechnianie kultury fizycznej miało niepodważalny priorytet, w naszym Mieście także. Zanim jednak przybrało to "uporządkowany" wymiar organizacyjny w formie zrzeszeń i federacji, ciężar opieki nad sportem spoczywał na barkach lokalnych rzemieślników, ograniczanych jeszcze rygorami, stanowiącego wzorzec, radzieckiego sportu.

W Nowym Targu sport rozwijał się na dwóch biegunach, przy czym większą siłę przebicia miała oparta o miejscowe spółdzielnie PSS i PZGS "Spójnia", (czyli "Podhale"), która w nowotarskim parku hodowała już zaczątki przyszłej potęgi hokejowej. Mniejszy brat "Start" przytulił się do Spółdzielni Tkacko-Trykotarskiej, uruchamiając sekcje lekkoatletów, narciarzy, bokserów i hokeistów, których niebawem zawinięto do teamu Szarotek.

Nie bacząc na trudności miejscowi działacze wspierali sportową młodzież i trudno nie wymienić tu nazwisk Kazimierza Borowicza, Andrzeja Bryniarskiego, Józefa Chodorowicza, Jana Jaskierskiego, Władysława Lubertowicza, Stanisława Piłata czy Leona Staszaka.

Powstały w 1946 roku Rzemieślniczy Klub Sportowy "Gorce" był od zawsze drugą siłą sportową w mieście, stawiając na sport masowy, niekoniecznie wyczynowy.

Pierwszy Zarząd Klubu

Kamieniem milowym dla tego wielosekcyjnego klubu, było oddanie do użytku w 1961 roku nowoczesnej hali sportowej przy późniejszej Alei Tysiąclecia, której infrastruktura i widownia na pół tysiąca miejsc stała się magnesem, przyciągającym duże imprezy sportowe i kulturalne. Tu występował Mieczysław Fogg, młoda Maryla Rodowicz, Czesław Wydrzycki, zwany potem Niemenem, Marino Marini czy kubańska rewia. Na parkiecie gościły reprezentacje ciężarowców Polski i Japonii a filigranowy Ichinoseki ustanowił tu nowy rekord świata, a siatkarze Huberta Wagnera, późniejsi mistrzowie olimpijscy szlifowali formę przed Igrzyskami w Montrealu.

Już od pierwszych dni powołanej do życia sekcji lekkoatletycznej, na stadionie miejskim koło stacji zatętniło życie. Motorem napędowym był Józef Różański, świetny sportowiec, trener, potem oddany miastu działacz samorządowy i Poseł na Sejm dwóch kadencji. To pod jego ręką sięgano po wyniki, liczące się na krajowych stadionach: 11 sekund na 100m i 23,1 na 200 m w tamtych czasach budziło szacunek. Mocną ekipą byli średniodystansowcy, m.in. Stanisław Staszel, Adam Krawczyński czy Marian Mirek. Pod koniec lat siedemdziesiątych. młodzież trenująca pod okiem Mieczysława Gottfrieda czy Piotra Jabłońskiego, była sportową dumą tego miasta.

Lekkoatleci Józef Różański i Stanisław Staszel

Lekkoatleci zimą wieszali kolce na gwoździu i zakładali narty, a narciarską ikoną klubu w latach 50-tych był wszechstronny Stanisław Dzioboń, mistrz Polski juniorów w kombinacji norweskiej i wicemistrz w skokach; był też alpejczyk Kazimierz Rajski. Jednak wobec obiektywnych trudności sekcja narciarska odżyła dopiero w latach 80-tych za sprawą biegaczy, gdyż skoczków wypędził z Miasta pazerny MOSiR, pobierając opłaty za chylącą się ku ruinie skocznię w Robowie. Juniorzy Ryszard Jaworski i Jan Myrda kolekcjonowali medale w mistrzostwach juniorów, startując także w renomowanych zawodach międzynarodowych.

Epizodyczny udział w nowotarskim sporcie miała sekcja hokejowa, której bazą było w latach 50-tych lodowisko, urządzane zimą przy Liceum Ogólnokształcącym na Placu Krasińskiego. Drużyna, oparta głównie o uczniów liceum, miała przez ten czas wybitnych krakowskich trenerów-olimpijczyków: Mieczysława Kasprzyckiego, Rocha Kowalskiego i Jana Maciejkę. Zwycięstwa w tym czasie nad Cracovią czy KTH miały swoja wymowę, choć złamana ręka Macieja Brożka zakończyła błyskotliwą karierę tego niezwykle utalentowanego hokeisty. Najbardziej spektakularny wynik drużyna "Startu" zaliczyła w meczu z Górnikiem Wieliczka; 33:1 to wynik rzadko spotykany, a stracona bramka była efektem chęci zdobycia gola także przez Wojtka Paleja, nowotarskiego bramkarza, który opuścił swoją świątynię. Jak pionierskie były to czasy niech świadczy fakt, że goście dzierżyli kije w zwykłych rękawiczkach, a goalkiperowi z Wieliczki gospodarze pożyczyli rękawice i kij bramkarski. Kapryśna aura i brak wsparcia ze strony władz miasta, zapatrzonego w kombinat obuwniczy, wspierający hokej w drugim, silniejszym klubie, spowodowały likwidację hokeja u młodszego brata.

Obecność w Mieście Stanisława Piłata, przedwojennego 6-krotnego mistrza Polski bokserskiej wagi ciężkiej, spowodowała zainteresowanie tą dyscypliną ze strony miejscowych działaczy. Bodźcem był pokazowy mecz reprezentacji Polski na kortach/lodowisku w nowotarskim parku, gdzie na ringu wystąpili owiani chwałą największego sukcesu polskiego pięściarstwa mistrzowie Europy, którzy podczas mistrzostw Europy w 1953 roku w warszawskiej hali Gwardii zdobyli medale we wszystkich 10 kategoriach wagowych, w tym pięć złotych, deklasując faworyzowanych bokserów Związku Radzieckiego.

Podopiecznych Feliksa Stamma obejrzały w parku setki widzów, a do boksu garnęli się chętnie młodzi górale. W dobrych warunkach treningowych w hali sportowej, pod ręką legendarnego boksera i więźnia KL Auschwitz, Tadeusza "Teddy"ietrzykowskiego, rozwijał się talent Franciszka Taborskiego i Walentego Ziętary! Ale gdy trener wyjechał do Bielska, Nunek wszedł w konflikt z prawem, a Walek założył łyżwy, wnet skończył się boks w Nowym Targu...
Siatkówkę w "Gorcach" wymyślili nowotarscy lekarze, którzy tę popularną i elegancką dyscyplinę uprawiali jako ważny element wypoczynku po odpowiedzialnej pracy, a zarazem dla towarzyskiej integracji. Bakcyl, zaszczepiony przez wspaniałej pamięci chirurga dra Wita Radwańskiego, ginekologa Piotra Kota, nestora narciarskiej rodziny Kotów oraz Zbigniewa Gędłka, ojca przedwcześnie zmarłego aktora Pawła, rozwinął się w szybkim tempie w postaci silnego zespołu trzecioligowego. Drużyna, w której przewodzili Julian Szopiński, Stanisław Sięka, Jakub Bryniarski czy Jerzy Fryźlewicz, przez kilka sezonów dobijała się do drugiej ligi, jednak bez powodzenia.

W tym samym czasie zaistniała żeńska drużyna siatkówki, tocząc swe boje w lidze okręgowej. "Gorczanki" były ciągle o krok za konkurencyjnymi siatkarkami LZS Grań, a starsi kibice pamiętają te ambitne dziewczęta: Marysię Kolasę, Tosię Krauszowską czy siostry Krysię i Bogusię Garbaczówny. Zmiany trenerów nie wyszły siatkarkom w tym czasie na dobre, ale na początku lat 80-tych pod wodzą Piotra Pagacza, dziewczęta KS Gorce zapukały do II ligi, będąc rewelacją krajowych rozgrywek młodzieżowych. Wybrana najlepszą zawodniczką finałów OSM - Iwona Urbaniak, przebojem wdarła się do kadry narodowej, aby niebawem, podobnie jak kilka utalentowanych koleżanek: Ewa Cięciel, Ewa Tarasek czy Agnieszka Osman, trafić do czołowych klubów w kraju z widokami na grę w reprezentacji narodowej.


Kadrowe ubytki spowodowały upadek klubowej siatkówki i wieloletnia praca oddanych działaczy sekcji m.in. Kazimierza Dworskiego, Jana Jachimczyka, czy Zbigniewa Leśniaka poszła na marne.

Równolegle do siatkówki powstała sekcja koszykarzy, a prawdziwym bodźcem dla młodych adeptów basketballu był dzień oficjalnego otwarcia hali sportowej, kiedy to krakowska Wisła, z Górnickim, Likszą, Wawro czy Dąbrowskim rozegrała krótki sparringowy mecz z młodą drużyną Lucjana Pustówki, w której grali: Kazimierz Głuch, Franciszek Godawski Jan Jaskierski, Andrzej Karpiel, bracia Jan i Andrzej Kuchar, Andrzej Lohn, Antoni Łopata, Mieczysław Rozłucki czy Andrzej Suski wielce potem szanowani obywatele tego miasta. Honorowa porażka 16:30 z mistrzem Polski była powodem do dumy!

Piątka koszykarzy od lewej: Antoni Łopata, Zbigniew Sobkowski, Andrzej Klocek, Mieczysław Hajnos i Tadeusz Lach

Marsz koszykarzy od najniższego szczebla ligowej hierarchii nie trwał długo, choć drużyna, złożona głównie z licealistów tj. Mieczysław Hajnos, Andrzej Klocek, Adam Krauzowicz, Tadeusz Lach, Marian Mirek, Krzysztof Sobolewski, Zbigniew Sobkowski czy Jacek Sowa, w rozgrywkach juniorskich radziła sobie całkiem nieźle.

Po pięciu sezonach sekcję zawieszono, a reaktywacji doczekano się dopiero po trzydziestu latach, za sprawą energicznego nauczyciela wf Rafała Pelczarskiego i zespół awansował do III ligi. Ligowe boje wypełniały widownię, rozgrzewając kibiców celnymi rzutami Wojciecha Bychawskiego, Witolda Chamuczyńskiego, Michała Glonka, Macieja Jachymiaka, Grzegorza Keniga czy Jacka Michalskiego. Jednak na początku XXI wieku amatorzy nie mieli czego szukać w skomercjalizowanym sporcie i tak upadła kolejna sekcja KS Gorce. Jej los po pewnym czasie podzieliła piłka ręczna, szachy, kajaki.

Po kilku latach krajowych i międzynarodowych laurów, "na swoje" poszli unihokeiści i motocyklowi rajdowcy, kiedy to powstał AMK Gorce, święcący sukcesy aż do dziś, ale to osobne, odrębnie pisane historie.

80-letnią historię działalności Klubu Sportowego "Gorce" Nowy Targ tworzyli oddani działacze, a rozpoczął ją Jan Jaskierski. Przez lata przewijają się osoby Stanisława Giżyckiego, klubowego człowieka-orkiestry i dostojnego prezesa Kazimierza Borowicza, współcześnie Andrzeja Wolskiego i wielu innych ofiarnych ludzi, którym leżał na sercu sport dla wszystkich - przede wszystkim.

Od 60-ciu lat bogatą historię klubu pisze wersalami sekcja tenisa stołowego, których motorem napędowym jest rodzina Klagów, z godnym podziwu uporem podtrzymujący życie dziś już skromnego klubu. Ale pingpongiści KS Gorce zasługują na oddzielną publikację. C.d.n.

Jacek Sowa
Może Cię zainteresować
komentarze
Uwaga!30.03.2026, 22:07
Uważać z takimi historiami, bo przyleci NKP i piłkarze będą wydawać kolejne dziwne oświadczenia, że to uderza w piłkę nożną!
jajakobyły29.03.2026, 20:02
fajny artykuł .Ja bym jeszcze wspomniał ,że hala Gorce gościła w pierwszej połowie lat 80-tych koszykarzy LZS Znicz pod kierunkiem Tadeusza Glonka. Na jej parkiecie odbywały się mecze ligi okręgowej a i rozgrywki Mistrzostw Polski Szkół Rolniczych się trafiły.
Golokolo29.03.2026, 19:07
Bardzo fajna opowieść. W Nowym Targu uprawiano sport na fajnym poziomie. Super. Wiem, że była jeszcze sekcja biegów narciarskich i kolarska.
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl