To był pojedynek, na który czekała cała gmina Poronin i Podhale. W czwartej walce gali Nemo Car Center Poronin Boxing Night Klemens Szczepaniak zmierzył się z Semenem Morozem z Ukrainy. Emocji nie brakowało, podobnie jak dramatycznych momentów, które ostatecznie przesądziły o pierwszej porażce w karierze miejscowego pięściarza.
Czwarta walka wieczoru została zaplanowana na osiem rund i od początku elektryzowała publiczność. Klemens Szczepaniak, pochodzący z Poronina, wychowany właśnie tutaj, dziś mieszkający w Zakopanem i codziennie dojeżdżający na treningi do Krakowa, mógł liczyć na potężny doping. Trybuny żyły każdym ciosem, a atmosfera przypominała największe sportowe wydarzenia.Pojedynek z Semen Moroz od początku nie układał się jednak po myśli gospodarza. Już w pierwszych rundach doszło do niefortunnego zderzenia głowami, w wyniku którego Klemens doznał urazu czoła. Rana krwawiła bardzo intensywnie i - mimo interwencji narożnika - towarzyszyła mu do końca walki. Jakby tego było mało, w jednej z rund poluzowała się rękawica, co dodatkowo wytrąciło go z rytmu.Mimo przeciwności Szczepaniak walczył ambitnie do ostatniego gongu, pokazując ogromny charakter i determinację. Po ośmiu rundach sędziowie nie byli jednomyślni, jednak minimalną różnicą punktów zwycięstwo przyznano Morozowi. Dla Klemensa była to pierwsza porażka w ringu - i to przed własną publicznością.
Po walce głos zabrała Anita Żegleń, wójt gminy Poronin, która nie kryła emocji.
- Czasami się zdarza tak, że zostawić serce na ringu to trochę za mało, ale nasz Klemens to jest naprawdę fantastyczny wojownik. Jeśli ma zostać kiedyś mistrzem, to też musi przegrać. Lepiej przegrać u swoich i być utulonym niż gdzieś na obczyźnie. Gala była piękna, walki fantastyczne i jestem bardzo zadowolona - podkreślała.
Fatum, które wisiało od początku walki Klemensa wójt gminy obiecała rozwiać organizując kolejną galę boksu w Poroninie.
em/s



















