11.01.2026, 21:20 | czytano: 3480

Muzyka bez nut i bez granic. Fenomen dziecięcej kapeli z Czarnej Góry (zdjęcia)

Dziewięćsił z koncertem kolęd. Zdj. Izabela Pudzisz
Od skromnych początków w niewielkiej grupie, po formację liczącą blisko sto osób. Kapela Dziewięćsił z Czarnej Góry stale się rozrasta i zyskuje popularność nie tylko w naszym regionie. Łączy muzyków w różnym wieku, a tworzą ją osoby ze Spisza, Podhala i Słowacji. Nad wszystkim czuwają Michalina i Jacek Sarnowie - przez muzykantów nazywani dobrą ciocią i wujkiem.
Grają od września 2023 r. W ciągu czterech miesięcy niewielka, 12-osobowa grupa nauczyła się wykonywać kilka kolęd. Zadebiutowali wtedy na Koncercie Kolęd w Jurgowie. Dziś do Kapeli ?Dziewięćsił" należy blisko 100 muzyków. Najmłodsza artystka ma trzy lata, najstarsza ponad pięćdziesiąt. Do kapeli może przyjść każdy, bo - jak przyznaje jej kierownik - na naukę gry na instrumencie nigdy nie jest za późno.
- Chciałem otworzyć miejsce, gdzie dzieci mogłyby grać w taki sposób, aby nie musiały uczyć się nut i podstaw muzyki klasycznej. Chciałem, żeby grały tylko muzykę regionalną, aby były w stanie zagrać wszystko ze słuchu - wyjaśnia kierownik kapeli, Jacek Sarna.

W Ognisku Muzycznym działa aż 18 grup, a prym wiodą formacje skrzypcowe, które przyciągają największe zainteresowanie. Pozostali muzycy z pasją sięgają po akordeony, basy i gitary. Na koncertach śpiewają soliści, tercety, kwartety, nierzadko też cała społeczność ?Dziewięćsił". Nad organizacją całości czuwają kierownicy zespołu - Michalina i Jacek Sarnowie - wspierani przez doświadczonych nauczycieli muzyki.



Każdy ma czuć się dobrze w swoim stroju


Muzycy przyjeżdżają do Czarnej Góry z różnych miejscowości i regionów. Od pobliskiej Bukowiny, przez Białkę, Rzepiska, Łapszankę, Dursztyn, Nową Białą, aż po Zakopane. Niektórzy dojeżdżają nawet ze Słowacji - Zdziaru, Jaworzyny Tatrzańskiej czy Popradu. Dzięki tej mieszance kulturowej, kapela łączy wartości wielu regionów.

- Mąż chciał stworzyć coś niebanalnego, bo nasza kapela nie jest zwyczajna. Łączymy nasze kultury, czyli kulturę spiską, podhalańską, orawską i słowacką. Chcemy pokazać, że jesteśmy jednakowi. U nas nikt nie jest lepszy, nikt nie jest gorszy. Jednocześnie chcemy, aby dzieci znały swoje korzenie - tłumaczy kierowniczka, Michalina Sarna.

Na występach kapeli można zauważyć młodych muzyków nie tylko w strojach spiskich, ale też podhalańskich. Rozbieżności kulturowe łączą też w muzyce.

- Żyjemy w nietypowej okolicy. Czarna Góra jest na Spiszu, obok Podhale. Gramy wszystko. Chcemy, żeby muzykant podhalański umiał zagrać też melodie spiskie, a ten ze Spisza, melodie podhalańskie. To, że jesteśmy ze Spisza, nie stwarza sytuacji, że nie możemy zagrać po podhalańsku. Tak samo w drugą stronę. Zależy nam na tym, aby każdy muzykant czuł się dobrze w swoim stroju - podkreśla Jacek Sarna.

Nie kopiują "Małej Armii Janosika"


Okres bożonarodzeniowy jest dla muzykantów z kapeli wyjątkowo intensywny. Niedawno kolędowali w Nowym Targu, Ludźmierzu czy w Zakopanem. Ich talent dostrzeżono także poza naszym regionem - pokazali się już w Wadowicach, Krakowie i Bochni.

Grupa "Dziewięćsił" z miesiąca na miesiąc staje się popularniejsza. Czasem zarzuca się im, że upodabniają się do najpopularniejszej kapeli dziecięcej w Polsce - "Małej Armii Janosika". Cel twórczości muzykantów z Czarnej Góry jest jednak inny. Zdaniem kierownika Ogniska Muzycznego, dla kapeli najważniejszym z gatunków pozostaje muzyka regionalna.

- Nie chcemy upodabniać się przykładowo do "Małej Armii Janosika", bo chcemy zostać w naszej kulturze spisko-podhalańskiej - zaznacza stanowczo Jacek Sarna.

Rodzina na czele z ciotką i wujkiem


Młodzi muzycy opanowali już sceniczną tremę. Nawet w bladym świetle reflektorów uśmiechają się do publiczności i po prostu bawią się tym, co robią. Przełamać niepewność pomaga wsparcie ze strony kolegów i koleżanek. Dla grupy ważna jest przede wszystkim rodzinna atmosfera.

- Nie zawsze nam wyjdzie, ale to jest piękne, bo nie śpiewamy z playbacku. Moglibyśmy nagłaśniać trzech muzykantów, ale nie robimy tego, bo każde dziecko ma grać. Ono ma być częścią czegoś wielkiego i ma grać tak, jak umie - przekonuje Jacek Sarna.

Familijny charakter ogniska widać nie tylko na scenie, ale przede wszystkim w relacjach między jego członkami. Dzieci nazywają swoich przełożonych ciocią i wujkiem.

- Nasze dziewczyny przejęły TikToka i robią na nim wywiady. Ostatnio dostałam pytanie o to, za co lubię kapelę. Odpowiedziałam, że lubię kapelę za to, że mam tyle nieswoich dzieci. Bo to są moje dzieci - mówi ze wzruszeniem Michalina.

- Mamy Marysię, która dopiero zaczęła do nas chodzić, ma 3 lata. Była dwa razy z nami na występach. Gra u nas jej mama i jej siostra. Po jednej z prób Marysia przyszła się pożegnać ze mną i chwyciła mnie za nogę mówiąc "pa wujku" i poszła. Atmosfera, jaka panuje w ognisku, wypycha tę tremę. Każde dziecko wie, że zawsze ktoś mu pomoże - dodaje dla przykładu Jacek.

Rodzinne ciepło nie gaśnie po zakończeniu koncertu czy próby. Dzieci mogą liczyć na wsparcie kierowników i nauczycieli nawet "po godzinach". Gdy ktoś nie ma jak dotrzeć na próbę, kierownictwo kapeli nie zostawia go samego z problemem. Michalina i Jacek Sarnowie bez wahania wsiadają w samochód i ruszają w trasę po muzyków.

- Nam to nie przeszkadza. Nawet nas to cieszy, że oni chcą, że oni się nie boją nas poprosić o to, żeby po nich przyjechać, bo dla nas to jest tylko przyjemność - mówi z uśmiechem Michalina.

Wyzwania logistyczne


Bycie kierownikiem to też stałe wyzwanie. Każde dziecko trzeba poinformować o kolejnej próbie, każdemu trzeba poświęcić tyle samo uwagi. A po koncercie dopilnować, aby każde ze stu dzieci trafiło do domów. Jak przyznaje Michalina Sarna, dużym wsparciem dla kierownictwa są też wyrozumiali rodzice. To oni przekonują dzieci do grania i zachęcają do praktyki.

- Ciężko podzielić dzieci do odpowiedniego poziomu gry. Jeśli dziecko wie, że może zostać przeniesione niżej do grupy, to zrobi wszystko, aby zostać w pierwotnej grupie, zacznie się bardziej starać - tłumaczy Jacek.



Odczarować skrzypce


W ognisku muzycznym co roku organizowany jest konkurs, który wyłania najszybciej rozwijającego się muzyka. Stawka jest ogromna, bo można wygrać nowe skrzypce. Raz miano najlepszej uczennicy przypadło Klaudii, która na początku skrzypcowej kariery nie była przekonana do tego instrumentu.

- Zaczęłam grać sześć lat temu na skrzypcach, ale grałam z niechęcią, bo rodzice mnie do tego nakłaniali. Zawsze mówiłam, że skrzypce mnie nie będą cieszyć - zaczyna skrzypaczka Klaudia Sołtys.

Nastawienie do gry na skrzypcach zmieniło się po dołączeniu do Ogniska Muzycznego w Czarnej Górze. Teraz, nastoletnia Klaudia grywa w karczmach.

- Dwa lata temu mój szwagier, dobry znajomy szefa, powiedział mi, że powstało ognisko muzyczne w Czarnej Górze i mogłabym dołączyć. Udało się. Miałam tylko przychodzić i uczyć się, dzięki temu zaczęły mnie te skrzypce cieszyć. Po roku grania był konkurs. Wygrałam skrzypce za maksymalną ilość punktów i za to, że dynamicznie się rozwijałam. Później zaczęłam grać w karczmach i do dziś mnie to cieszy - przyznaje Klaudia Sołtys.

Gdzie wystąpią niebawem?


Przed Kapelą ?Dziewięćsił" otwierają się nowe przygody. Oprócz kolejnych koncertów, planują też bliższe i dalsze podróże. Latem odwiedzą Wieczne Miasto, mają zaplanowaną audiencję z papieżem.

- Od maja zaczynamy trasę koncertową w okręgu Wysokich Tatr, Popradu i Jaworzyny - zapowiada Michalina Sarna. - Końcem czerwca, początkiem lipca jedziemy do Rzymu. Mamy audiencję u papieża. Mamy tam zagrać i oczywiście zwiedzić miasto. Dzieci bardzo chcą jechać, rodzice też. Będziemy tam 10 dni - dodaje kierowniczka kapeli.

Poczynania Kapeli "Dziewięćsił" można śledzić za pomocą mediów społecznościowych. Grupa aktywna jest na Facebooku, Instagramie i na TikToku.

Izabela Pudzisz
Może Cię zainteresować
Może Cię zainteresować
Zobacz pełną wersję podhale24.pl