Droga do Morskiego Oka, jeden z najbardziej obleganych szlaków w polskich Tatrach, staje się areną bezprecedensowego sporu. Choć rok temu wydawało się, że "list intencyjny" przyniósł upragniony kompromis, dziś wcześniejsze ustalenia wiszą na włosku. Fiakrzy mówią o zdradzie, turyści o niepewności, a samorządowcy o matematyce, która nie daje szans tradycyjnym zaprzęgom.
W centrum zamieszania jest model transportu hybrydowego: konie do Wodogrzmotów Mickiewicza, a dalej elektryczne busy. Problem w tym, że diabeł tkwi w szczegółach, których - jak się okazuje - nikt wcześniej nie "zwerbalizował".Kompromis, który przestał istnieć?Pierwotne założenie było jasne: bilet łączony. Turysta wsiada do fasiągu na Palenicy Białczańskiej, dojeżdża do Wodogrzmotów, a tam przesiada się do elektrycznego busa jadącego na Włosienicę. Taka konstrukcja miała chronić interesy wozaków. Dziś rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
- Nikt nikogo do niczego nie zmusi. Jeśli ktoś nie będzie chciał wsiąść do wozu ciągniętego przez konie, to po prostu przejdzie te trzy kilometry pieszo i wsiądzie do busa, który będzie na niego czekał u Wodogrzmotów - przyznaje szczerze Andrzej Pietrzyk, wójt gminy Bukowina Tatrzańska.
To właśnie ta "opcja pominięcia koni" budzi największe oburzenie wśród fiakrów. Odcinek do Wodogrzmotów jest stosunkowo płaski i łatwy. Jeśli turyści masowo wybiorą spacer do punktu przesiadkowego, tradycyjne bryczki stracą rację bytu.
Matematyka przeciwko koniom: 16 busów zmieni wszystko
Tatrzański Park Narodowy planuje zakup aż 16 elektrycznych busów w ramach rządowego programu grantowego. To liczba, która zdaniem wójta Pietrzyka, całkowicie zdominuje szlak. 10 busów (20-osobowych) przewiezie 200 osób w jednym kursie. Tymczasem wszystkie zaprzęgi razem wzięte (15 wozów po 10 osób) zabierają jednorazowo 150 turystów.
- Nie trzeba być super kombinatorem, by wymyślić, że busy wywiozą wszystkich turystów. Fiakrzy nie będą mieli kogo wozić, bo przemiał busów jest dwukrotnie większy niż to, co oni wykonują w tym momencie - ostrzega wójt.
Logistyczny węzeł gordyjski pod Wodogrzmotami
Samorządowcy zapowiadają testy bezpieczeństwa, by sprawdzić, czy ta "ruchliwa arteria" w ogóle udźwignie taką liczbę pojazdów bez narażania pieszych.
Kiedy zmiany wejdą w życie?
TPN chciałby, aby system ruszył w maju 2026 roku, jednak wójt Bukowiny Tatrzańskiej studzi optymizm. Procedury przetargowe, produkcja i dostawa 16 specjalistycznych pojazdów wymagają czasu. Realnym terminem wydają się nadchodzące wakacje.
Jedyną nadzieją dla fiakrów pozostaje stworzenie spółki, która mogłaby stać się operatorem rządowych busów. Jeśli wozacy sami będą nimi zarządzać, model biletu łączonego ma szansę przetrwać. Jeśli jednak park wybierze zewnętrznego operatora, bryczki mogą na zawsze zniknąć z krajobrazu tatrzańskiego szlaku, zastąpione przez cichy szum elektrycznych silników.
em/r



