Od dwunastu lat narciarska trasa biegowa Śladami Olimpijczyków na Turbacz bije rekordy popularności. Tegoroczna zima stwarza wręcz idealne warunki do narciarskich wędrówek. Gdyby nie jeden, nadal nierozwiązany problem.
Chodzi o zagrodzony fragment trasy. Jest tak wąsko, że ratrak tędy nie przejedzie. Trasa prowadzi wzdłuż terenów prywatnych. Pojawiły się więc spory o to, kto i jak może z trasy korzystać. W ślad za tym pojawił się też płot. Właściciele działki, przez którą prowadzi użytkowana droga domagają się udziału w zyskach z trasy. Płot nie przegradza drogi, ale zawęża ją na tyle, by nie mógł nią przejechać ratrak. Negocjacje z gminą nie przyniosły rozwiązania, podobnie jak dyskusja podczas zebrania wiejskiego i decyzja większości, by trasę utrzymywać. I choć jeden z właścicieli przystał na rozwiązanie, drugi na nie miał nie odpowiedzieć.Płot stoi, jak stał.
Narciarze mogą korzystać z trasy, do pokonania mają jedynie zawężony, niewyratrakowany fragment.
Tymczasowym rozwiązaniem okazał się objazd. I tak ratrak jedzie tradycyjnie z Obidowej w stronę Turbacza, ale tylko do płotu. Tam zawraca po własnym śladzie z powrotem. By przygotować górną część trasy, wraca do początku trasy i wyjeżdża przez Obidowiec i dalej jedzie na Turbacz.
Pytany o koszty przekonuje, że nie są one dużo wyższe.
- Uważamy, że atrakcja jest na tyle dobra dla miejscowości i gminy, że warto utrzymywać tą trasę. Chcemy być konsekwentni, bo zaprzestanie raz spowoduje, że ta atrakcja zniknie - zauważa wicewójt.
I przypomina, że trasa jest odebrana przez GOPR także z zawężeniem. Pojawiły się też tablice informujące o wzajemnym szacunku, by piesi uszanowali ślady boczne, a biegacze pamiętali, że mogą się pojawić spacerowicze czy kuligi.
fi/



