Przeprawowy Puchar Polski ATV PZM zyskuje coraz to większą rangę. W miniony weekend quadowcy wyznaczyli sobie spotkanie w Stężnicy. Na starcie stanęło 140 załóg w dwóch klasach Adventure Open i Extreme, a wśród nich nowotarżanin Oskar Pieprzak, który w drugiej klasie okazał się najlepszy.
Nie był to jego debiut w tej ekstremalnej imprezie. W 2009 roku zaraził się tą dyscypliną podczas „Dziczy Bieszczadzkiej”. Wtedy po raz pierwszy wystartował i złapał bakcyla. Startował z byłym hokeistą Podhala, Mateuszem Malinowskim. Od 2010 roku ma już innego partnera, bo rajd rozgrywany jest w parach. Rajdy przeprawowe mają swój smaczek, rozgrywane są albo w bieszczadzkich lasach, albo w wodzie lub na skalnych półkach. Składa się z trzech rund, każda w innych warunkach, by wyłonić najlepszego, który potrafi sobie poradzić w różnych ekstremalnych terenach.W ekstremalnych warunkach sprawdza się charakter. Bez niego ani rusz w tym najbardziej ekstremalnym rajdzie. Trzeba zmagać się ze swoimi słabościami, czasem (limit 19 godzin) i z kapryśnym sprzętem. Oskar jechał w parze z Piotrkiem Kurkiem z Sanoka. W listopadzie ubr. zostali mistrzami Polski. Krajowy czempionat to już całkiem inna bajka. Tam dominują oesy. Od tego roku impreza będzie miała charakter międzynarodowy i nosić będzie nazwę Polish Challange Cup.
W miniony weekend Oskar na trasę wyruszył o godzinie 21:15. Zawodnicy startowali od 21 co minutę. Na dotarcie i zdobycie wszystkich waypointów wyznaczono zawodnikom 19 godzin.
- Najważniejsze jest dotarcie do 98 punktów zaznaczonych na mapie nawigacyjnej. Tam trzeba przybić pieczątkę zawieszoną na drzewie, by potwierdzić, że było się w tym miejscu. Trasa wymagała dobrego nawigowania, bardzo zdradliwa z uwagi na połączenie deszczu i bieszczadzkiego błota – komentuje Oskar Pieprzak. - Brak przyczepności pod nogami i pod quadem. Brak trakcji. Warunki najgorsze z możliwych. Ubranie przemoczone do ostatniej nitki. W butach bulgotała woda. I tak trzeba było cierpieć przez 16 godzin i 2 minuty, bo tyle czasu zajęło mi dotarcie do mety. Nie mogłem zjechać i przebrać się, bo konkurencja naciskała. Mógłbym stracić prowadzenie i spaść nawet na trzecią pozycję. Uzyskałem najlepszy czas, kolejny zawodnik dojechał do mety 18 minut po mnie. Zwycięstwo dało mi prowadzenie w klasyfikacji generalnej Pucharu Polski. Nagrodę i puchar odebrałem z rąk Rafała Sonika, uczestnika rajdu Dakar i Abu Dhabi Desert Challenge.
Jak w każdej takiej imprezie nie obeszło się bez przygód. Tym razem nie natknął się na dziką zwierzynę, ale skasował quada. – Zjeżdżałem z góry, by podbić stempel i wpadłem w poślizg. Po błotnistej mazie jechał jak po lodowisku. Nie miał żadanej przyczepności, nie miałem szansy na żaden manewr. Uderzyłem w drzewo. Skrzynka ochronna, w której przechowuję dokumenty czy inne drobiazgi, rozleciała się w drobny mak. Na szczęście quad nie był na tyle uszkodzony, bym nie mógł kontynuować jazdy – opowiada.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Pieprzaka krajowe sukcesy cieszą, ale chciałby się sprawdzić w międzynarodowej konkurencji, na trasach poza granicami kraju.
– W długi majowy weekend planuję start w Rumunii – zwierza się . – Organizatorzy reklamują go jako najtrudniejszy w świecie. Ma wdzięczną nazwę „Poszukiwanie wilka” ( Hunt the Wolf). Trawa trzy i pół dnia. To stawia przed uczestnikami i sprzętem ogromne wyzwania. Nie wiem jeszcze czy wystartuję. Jestem zgłoszony, ale wszystko będzie zależało do tego czy zdołam skompletować ekipę. Jeszcze w tym tygodniu podejmę decyzję. W czerwcu z kolei wybieram się na słynne Erzberg Rodeo. A w kraju? Czekają mnie jeszcze dwie rundy Pucharu Polski. Najbliższa 5-7 czerwca koło Poznania. To będzie typowy rajd wodny. We wrześniu spotkamy się po raz trzeci w okolicach Jeleniej Góry. Ten z kolei rajd ma charakter górski.
Tekst Stefan Leśniowski, zdj. Dorota Zbroszko



